Zakończenie wyborów parlamentarnych w Victorii

W ledwie kilkanaście godzin od otwarcia lokali wyborczych w Republice Victoria wybory parlamentarne w naszym kraju dobiegły końca. W piątek zagłosowało bowiem 100% obywateli uprawnionych do głosowania, co wyrównało dotychczasowy rekord “pobity” podczas wyborów prezydenta kraju, a biorąc pod uwagę wzrost liczby osób z prawem wyborczym, tenże rekord poprawiło.

Zwycięstwem na papierze podzieliły się dwie partie, dotychczasowo wiodące prym na scenie politycznej Victorii – Blok Obywatelski na czele z Robertem Śledziowskim oraz Partia Pracy, kierowana przez Rudolfa Schultza, zdobyły solidarnie po 36,4% głosów.  Na trzecim miejscu uplasował się Czas na Prawicę! z – jak łatwo policzyć – wynikiem 27,2%.  W efekcie do parlamentu trafiło po dwóch przedstawicieli zwycięskich ugrupowań, oraz Piotr Poniatowski – reprezentant prawicy.

Krótki wyścig po parlamentarną większość wygrał dotychczasowy premier Schultz, który w nowym-starym rządzie stworzy koalicję z konserwatystami z CnP. Z ponadpartyjnego rządu, powołanego awaryjnie przed kilkoma tygodniami przez prezydenta Śledziowskiego, wypadli przedstawiciele Bloku Obywatelskiego – ich miejsce zajmą koalicjanci socjaldemokratów.

Choć wybory planowo miały zakończyć się w niedzielny wieczór, nowi posłowie i obywatele już w sobotę poznali exposé prezesa Rady Ministrów. - Proces legislacyjny, konstytucja, sądy – tak w skrócie można określić plany koalicjantów na uregulowanie życia w państwie. Bowiem to właśnie prawo ma być motywem przewodnim rządów nowego gabinetu, który musi jak najszybciej stworzyć podwaliny do sprawnego i legalnego funkcjonowania demokracji w mikronacji.

 

Flesz: Wybory parlamentarne tuż-tuż! Wspólna liga piłkarska z Trizondalem? Victoria w przestworzach

Zakończone niedawno wybory prezydenckie w Republice Victoria przyniosły spodziewany efekt – stołeczne Megapolis do spółki z ambitnymi regionami – Karpatami, Mikronalezją i Intelowem – chwilowo kipią aktywnością. Życie publiczne w zjednoczonym kraju powoli nabiera rozpędu, czego efektem są kolejne inicjatywy podejmowane przez obywateli.

URNY ROZGRZANE DO CZERWONOŚCI 

Prezydent Robert Śledziowski jeszcze nie zdążył poskręcać mebli w swoim gabinecie,  a obywatele już wkrótce staną do wyborów parlamentarnych. Trzydniowe święto demokracji w Republice zaplanowano na weekend – gdyż, jak mówi prezes Rady Ministrów Rudolf Schultz (Partia Pracy), apogeum aktywności obywatelskiej przypada właśnie na dni wolne od bardziej rzeczywistych obowiązków.

- Musimy wstrzelić się w najdogodniejszy okres dla kraju. Nie ma co zwlekać z wyborami, każdy dzień opóźnienia to jeden mały kroczek do marazmu – mówi polityk, który po ustąpieniu ze stanowiska ministra obrony chce poświęcić się pracy na rzecz prawa i administracji.

Rywalizacja między trzema ugrupowaniami zapowiada się wyjątkowo smakowicie – oprócz centroprawicowego Bloku Obywatelskiego, z którego wywodzi się prezydent, w szranki staną socjaldemokratyczna Partia Pracy i całkiem nowy gracz na victoriańskiej scenie politycznej - Czas na Prawicę! na czele z liderem P. Poniatowskim, który przyznaje się do endeckiego i mocno konserwatywnego rodowodu. Rozpiętość ideologiczna, choć może przypominać katalog farb Duluxa, w mikronacji jest trochę mniej widoczna – w programie wszystkich partii dominuje umiarkowany populizm, a wyborcy zapewne postawią na sprawdzonych dżokejów, niezależnie od koni, na których aktualnie siedzą. W pierwszej kadencji parlamentu do obsadzenia jest pięć miejsc, równoległych z pozostałymi funkcjami publicznymi. Nowi przedstawiciele legislatywy będą więc bardziej przypominać konstytuantę, która stworzy podwaliny pod funkcjonowanie państwa.

Wybranie parlamentu w Republice będzie olbrzymim krokiem do ustanowienia legalnej władzy w państwie i otworzy drogę do regulacji życia publicznego w kraju.

PO ZIELONEJ TRAWIE PIŁKA GONI…

Uformowanie nowego rządu nie wywołało trzęsienia ziemi w Ministerstwie Kultury i Sztuki – na stanowisku ministra pozostała dotychczasowa ‘kulturalna miotła’ – Mateusz Żandarski. Obdarzony kredytem zaufania zarządca regionu mikronalezyjskiego zdecydował się na dołączenie do swoistego kręgu kulturowego v-świata poprzez założenie ligi piłkarskiej.

Wygląda na to, że dyplomatów chwilowo wyręczy sport – wspólne rozgrywki piłkarskie mają połączyć Victorię z… Trizondalem. Więcej szczegółów wyjawił sam Żandarski w krótkim wywiadzie.

ETH: Na jakim etapie są rozmowy z p. Marcinem Sokołowskim? Nasz potencjał znamy – trzy-cztery drużyny z Victorii to “maks”. Jakiego wkładu do przedsięwzięcia możemy się spodziewać od Trizondalczyków?

Mateusz Żandarski: Choć organizacyjnie podjęliśmy już pewne kroki, sprawa nie jest przesądzona. Pan Sokołowski nie dał nam jeszcze zielonego światła, w najbliższej przyszłości oczekuję odpowiedzi od niego.

ETH:  Czy w razie niepowodzenia rozmów ma pan innych kandydatów do wspólnych rozgrywek?

: Raczej nie. Jestem zdania, że w razie fiaska negocjacji z Trizondalczykami, rozegramy premierowy sezon we własnym gronie.

ETH: Nowy rząd obdarzył Pana zaufaniem i pozostawił na stanowisku ministra kultury i sztuki. Co ma Pan jeszcze w zanadrzu dla mieszkańców Republiki?

MŻ: Nie ukrywam, że liga piłkarska to dla mnie absolutny priorytet na tę chwilę. To najpopularniejszy sport w v-świecie. Mam w głowie wiele planów, ale nie chciałbym zapeszać.

AKTUALIZACJA: Z najnowszych informacji wynika, że do połączenia lig jednak dojdzie. Prezes Trizondalskiego Związku Sportowego, goszczący w Victorii, poinformował o uzyskaniu porozumienia.

VICTORIA W PRZESTWORZACH

Choć Victoria nie jest raczej bogata jak Kuwejt, mieszkańcy Republiki będą wkrótce mogli podróżować między regionami kraju samolotami. Swoją ambitną ofertę przedstawiły linie lotnicze V-Lines. Ceny biletów mają różnić się w zależności od odległości na mapie – podróż ze stołecznego Megapolis do karpackiego Resova ma kosztować niewiele ponad cztery “stówki”; za przelot ze stolicy do Intelowa zapłacimy już niemal 2,5 tysiąca.

W docelowych miejscach działalności linii lotniczych, lokalne samorządy podjęły decyzję o budowie lotnisk. W projektowaniu i wznoszeniu portów uczestniczą także goście zagraniczni, np. Marcel Hans z Trizondalu.

Robert Śledziowski nowym prezydentem Victorii

Po pierwszej turze głosowania zakończyły się pierwsze wybory prezydenckie w Republice Victoria. Zgodnie z przedwyborczymi przewidywaniami, zwycięzcą okazał się dotychczasowy p.o. premiera Republiki – Robert Śledziowski, reprezentujący centroprawicowy Blok Obywatelski. Prezydent-elekt uzyskał 89% głosów, a jego jedyny kontrkandydat, Gliven Sorve, 11%.

Wybory prezydenckie są pierwszym krokiem do legalizacji władzy w państwie, które od ponad miesiąca było tymczasowo zarządzane przez Śledziowskiego.  Po kryzysie, jaki dotknął Republikę Victoria na początku nowego roku, nikt nie mógł spodziewać się stuprocentowej frekwencji, jaką odnotowano przy głosowaniu. Z uwagi na rezygnację lewicującej Partii Pracy ze startu w wyborach, zarejestrowani obywatele Victorii mieli do wyboru dwóch reprezentantów Bloku Obywatelskiego. Sympatycy wszystkich opcji politycznych zaufali Śledziowskiemu, który po zawieszeniu aktywności przez Marka Kowalskiego został nieoficjalną głową państwa  i zarządzał życiem Victorii przez ostatnie kilkadziesiąt dni.

Nie ulega wątpliwości, że przed nowym prezydentem stoi szereg zadań, mających uregulować życie w rozwijającym się państwie. W najbliższych tygodniach można spodziewać się uformowania nowego, ponadpartyjnego rządu fachowców, który zajmie się uchwaleniem nowej konstytucji i podstawowego prawa. Bardziej mgliście zapowiada się przyszłość gospodarki w Republice – podczas kampanii wyborczej Śledziowski nie zaproponował żadnego rozwiązania dotyczącego rozwoju ekonomii w państwie. Prezydent-elekt chciałby także jak najszybciej przeprowadzić wybory do parlamentu, który pomoże mu w reformach.

Ethnos – 1/2012 (2)

Vox Populi, vox Dei

Jeszcze nie zginęła!

Marazm, zastój, pustki. Taki obraz dominował w Republice przez pierwsze kilkanaście dni roku 2012. Roku, który na podstawie wszelakich znaków na niebie i ziemi miał być rokiem intensywnego rozwoju naszego Państwa. Próżno szukać konkretnych powodów, dla których życie w kraju obumarło jak jesienny liść. Taka już specyfika mikronacji – czasy prosperity i kryzysu nierzadko dzielą tygodnie, a nawet weekendy. Całe szczęście, że okres największego zastoju mamy – miejmy nadzieję! – już za sobą. Czego i Wam życzę.

Rudolf Schultz
Redaktor Naczelny

Wybory, wybory…

Powoli ziszcza się to, na co Victoria czekała przez całą swoją krótką historię, zdominowaną przez okresy tymczasowej administracji i legislacyjnej zawieruchy. Dzięki staraniom dotychczasowego p.o. premiera Roberta Śledziowskiego, nasza Ojczyzna wkrótce poczyni pierwszy krok do uprawomocnienia swojej egzystencji. Pierwszym fundamentem victoriańskiej państwowości będzie osoba prezydenta – niezależnie od tego, kto z dwójki kandydatów zostanie nową głową państwa, przed nowym zarządcą odradzającego się państwa będzie stała trudna misja stworzenia rządu fachowców, który ustabilizuje sytuację w państwie. Czasu mamy fatalnie mało – stąd pośpiech Śledziowskiego, który zdecydował się zarządzić pięciodniową procedurę wyborczą. Wszyscy uprawnieni do głosowania będą mogli oddać swój typ od wtorkowego wieczoru do środowej nocy. Jeżeli pretendenci nie uzyskają wymaganych 50% głosów, czeka nas ekspresowa druga tura z finiszem w piątek.

Kandydatów na najważniejszy urząd w Republice jest dwóch – dossier pierwszego, Roberta Śledziowskiego, nie wymaga dłuższego przedstawienia – to właśnie dotychczasowy sternik Victorii wydaje się być faworytem samotnej walki przeciwko świeżo upieczonemu obywatelowi Republiki – Glivenovi Sorve. Przed nami istny polityczny blitzkrieg – kandydaci mają bardzo mało czasu na przekonanie wyborców, że to właśnie oni powinni przez najbliższą kadencję pokierować rozwojem państwa. Choć Sorve nie podzielił się jeszcze swoją wizją prezydencji, Śledziowski już jest o pół kroku przed kontrkandydatem. Według lidera Bloku Obywatelskiego, silny urząd prezydenta gwarantuje równie silny rząd, który będzie starał się stworzyć. Jednocześnie, trwając u steru państwowości Victorii chce również pełnić rolę prezydenta reprezentacyjnego, rozszerzając nasze wpływy w v-świecie. Odpowiedzi na wiele nurtujących kwestii i problemów państwa poznamy jeszcze przed końcem nadchodzącego tygodnia.

Indiańskie paciorki

Ciężki jest żywot małych mikronacji. Trzymanie mikropaństwa w ryzach, uporządkowanie prawa i gospodarki, wreszcie utrzymanie obywateli przy v-życiu – wszystko to stanowi nie lada problem dla wąskiego grona decydentów, co pokazał dramatyczny styczeń w Victorii. Nic więc dziwnego, że gdy w grudniu do Megapolis przybył posłaniec z dalekiego Trizondalu – Marcel Hans – z projektami reform pod pachą, nad wciąż rozwijającą się Victorią zajaśniał promyk nadziei. Wizje roztaczane przez przybysza z, wydawałoby się, kwitnącego eldorado działały na wyobraźnię i zwiastowały szybki rozwój państwa rozpoczęty akurat w momencie, w którym potencjał na “kickstart” osiągnął satysfakcjonujące apogeum. Wyszło, jak wyszło. Kto swoje zrobił, to zrobił, kto zadecydował, ten zadecydował – tombakowa karawana poselska odjechała równie szybko, jak przyjechała. Kiedy zaś okazało się, że Victoria ma szansę na drugą młodość, nadjechał zły policjant… przepraszam, zły posłaniec. Nie był już tak życzliwy, dobroduszny i bezinteresowny, jak dobry posłaniec. Nie oferował reform, nie pchał forum do przodu, wreszcie – nie mógł powstrzymać się od obrzydliwej agitacji. Prędko miało się okazać, że mityczny Trizondal to wcale nie eldorado. Co prawda lepiej rozwinięty od nas, ale targany własnymi problemami. Problemami, których rozwiązania posłańcy (a może szpiedzy?!) postanowili szukać właśnie u nas, namawiając obywateli na przelanie swojej aktywności na żyzne ziemie Trizondalu. Tak się nie robi. Przyjaźnie wyciągnięta w grudniu ręka już zaczęła grzebać nam po kieszeniach, a w przyszłości – kto wie – może się na nas zaciśnie? Przebiegłe palce lepiej rozwiniętego, ale nękanego kryzysem państwa powoli łechcą naszych Sojuszników – II Rzeczpospolitą. W eter puszczone już zostały przepowiednie upadku naszych sojuszników. Jeżeli faktycznie Rzeczypospolita skona, jak myślicie, kto pierwszy wyciągnie łapska po pobratymców? Albo może… czy v-kolonizatorzy obsypią ich najpierw błyszczącymi paciorkami?

Bo smerf Pracuś to nie smerf Poeta…

Jednoosobowa redakcja “Ethnosu” pragnie zawczasu uciąć wszelkie spekulacje – pomimo politycznych powiązań redaktora naczelnego Rudolfa Schultza, “Ethnos” nigdy nie był, nie jest i nie będzie organem medialnym Partii Pracy. Ze zrozumiałych względów poglądy przedstawione w czasopiśmie mogą pokrywać się z linią programową Partii Pracy, jednak nie mogą być uznawane jako oficjalne poglądy zarówno Rudolfa Schultza jako przewodniczącego PP, jak i Partii Pracy jako ugrupowania i jej członków.

Otagowane , , , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.