Zakończone niedawno wybory prezydenckie w Republice Victoria przyniosły spodziewany efekt – stołeczne Megapolis do spółki z ambitnymi regionami – Karpatami, Mikronalezją i Intelowem – chwilowo kipią aktywnością. Życie publiczne w zjednoczonym kraju powoli nabiera rozpędu, czego efektem są kolejne inicjatywy podejmowane przez obywateli.
URNY ROZGRZANE DO CZERWONOŚCI
Prezydent Robert Śledziowski jeszcze nie zdążył poskręcać mebli w swoim gabinecie, a obywatele już wkrótce staną do wyborów parlamentarnych. Trzydniowe święto demokracji w Republice zaplanowano na weekend – gdyż, jak mówi prezes Rady Ministrów Rudolf Schultz (Partia Pracy), apogeum aktywności obywatelskiej przypada właśnie na dni wolne od bardziej rzeczywistych obowiązków.
- Musimy wstrzelić się w najdogodniejszy okres dla kraju. Nie ma co zwlekać z wyborami, każdy dzień opóźnienia to jeden mały kroczek do marazmu – mówi polityk, który po ustąpieniu ze stanowiska ministra obrony chce poświęcić się pracy na rzecz prawa i administracji.
Rywalizacja między trzema ugrupowaniami zapowiada się wyjątkowo smakowicie – oprócz centroprawicowego Bloku Obywatelskiego, z którego wywodzi się prezydent, w szranki staną socjaldemokratyczna Partia Pracy i całkiem nowy gracz na victoriańskiej scenie politycznej - Czas na Prawicę! na czele z liderem P. Poniatowskim, który przyznaje się do endeckiego i mocno konserwatywnego rodowodu. Rozpiętość ideologiczna, choć może przypominać katalog farb Duluxa, w mikronacji jest trochę mniej widoczna – w programie wszystkich partii dominuje umiarkowany populizm, a wyborcy zapewne postawią na sprawdzonych dżokejów, niezależnie od koni, na których aktualnie siedzą. W pierwszej kadencji parlamentu do obsadzenia jest pięć miejsc, równoległych z pozostałymi funkcjami publicznymi. Nowi przedstawiciele legislatywy będą więc bardziej przypominać konstytuantę, która stworzy podwaliny pod funkcjonowanie państwa.
Wybranie parlamentu w Republice będzie olbrzymim krokiem do ustanowienia legalnej władzy w państwie i otworzy drogę do regulacji życia publicznego w kraju.
PO ZIELONEJ TRAWIE PIŁKA GONI…
Uformowanie nowego rządu nie wywołało trzęsienia ziemi w Ministerstwie Kultury i Sztuki – na stanowisku ministra pozostała dotychczasowa ‘kulturalna miotła’ – Mateusz Żandarski. Obdarzony kredytem zaufania zarządca regionu mikronalezyjskiego zdecydował się na dołączenie do swoistego kręgu kulturowego v-świata poprzez założenie ligi piłkarskiej.
Wygląda na to, że dyplomatów chwilowo wyręczy sport – wspólne rozgrywki piłkarskie mają połączyć Victorię z… Trizondalem. Więcej szczegółów wyjawił sam Żandarski w krótkim wywiadzie.
ETH: Na jakim etapie są rozmowy z p. Marcinem Sokołowskim? Nasz potencjał znamy – trzy-cztery drużyny z Victorii to “maks”. Jakiego wkładu do przedsięwzięcia możemy się spodziewać od Trizondalczyków?
Mateusz Żandarski: Choć organizacyjnie podjęliśmy już pewne kroki, sprawa nie jest przesądzona. Pan Sokołowski nie dał nam jeszcze zielonego światła, w najbliższej przyszłości oczekuję odpowiedzi od niego.
ETH: Czy w razie niepowodzenia rozmów ma pan innych kandydatów do wspólnych rozgrywek?
MŻ: Raczej nie. Jestem zdania, że w razie fiaska negocjacji z Trizondalczykami, rozegramy premierowy sezon we własnym gronie.
ETH: Nowy rząd obdarzył Pana zaufaniem i pozostawił na stanowisku ministra kultury i sztuki. Co ma Pan jeszcze w zanadrzu dla mieszkańców Republiki?
MŻ: Nie ukrywam, że liga piłkarska to dla mnie absolutny priorytet na tę chwilę. To najpopularniejszy sport w v-świecie. Mam w głowie wiele planów, ale nie chciałbym zapeszać.
AKTUALIZACJA: Z najnowszych informacji wynika, że do połączenia lig jednak dojdzie. Prezes Trizondalskiego Związku Sportowego, goszczący w Victorii, poinformował o uzyskaniu porozumienia.
VICTORIA W PRZESTWORZACH
Choć Victoria nie jest raczej bogata jak Kuwejt, mieszkańcy Republiki będą wkrótce mogli podróżować między regionami kraju samolotami. Swoją ambitną ofertę przedstawiły linie lotnicze V-Lines. Ceny biletów mają różnić się w zależności od odległości na mapie – podróż ze stołecznego Megapolis do karpackiego Resova ma kosztować niewiele ponad cztery “stówki”; za przelot ze stolicy do Intelowa zapłacimy już niemal 2,5 tysiąca.
W docelowych miejscach działalności linii lotniczych, lokalne samorządy podjęły decyzję o budowie lotnisk. W projektowaniu i wznoszeniu portów uczestniczą także goście zagraniczni, np. Marcel Hans z Trizondalu.